Pneumatyczny kajak stał się bohaterem spotkania podróżniczego z Jakubem Pociejewskim, który przepłynął nim kilkaset kilometrów w środku ubiegłego lata.

Spotkanie „Pilicą do Wisły, Wisłą do Bałtyku, czyli 620 km samotnego spływu ożaglowanym kajakiem” zorganizował Klub Podróżnika PTTK w Galerii Ex Libris MBP w Pabianicach. O swojej wyprawie opowiedział Jakub Pociejewski, pracownik Muzeum Miasta Pabianic, a zarazem miłośnik Afryki.

– Kajak zakupiłem za 700 zł, ożaglowanie domowym sposobem wykonałem sam wzorując się na łodziach z Afryki Wschodniej – rozpoczął kajakarz.

– Miałem też chęci, czas i fachową literaturę dotyczącą szlaku wodnego.

Trasę rozpoczął od Spały, następnie Wisłą dotarł do Bałtyku. Wyprawa trwała 30 dni , w tym 17 dni był na wodzie. Pokonywał dziennie od kilkunastu kilometrów do 60km. – Gdybym miał kajak laminowany to poruszałbym się szybciej, ale po co? Z perspektywy rzeki Polska wygląda inaczej i ładniej.

Dzięki łodzi płaskodennej łatwiej było mu płynąc po Wiśle pełnych łach i mielizn. Przeżył kilka niebezpiecznych chwil, gdy wpadł do kurzawki. – Kamizelka mnie uratowała, dlatego warto ją cały czas mieć na sobie.

Kajakarz odwiedzał porty w Płocku, w Nowym Duninowie i Warszawie. – Spotykałem ciągle fajnych i zakręconych ludzi. W stolicy poznałem miłośników „starej Wisły”, którzy wskrzeszają zwyczaje flisackie budując łodzie wzorowane na te, które pływały sto lat wcześniej.

Największe wrażenie zrobiły na nim śluzy. Na tamie we Włocławku „zjechał w dół„ aż 15 metrów. – Kajaki nie mogą śluzować samodzielnie, dlatego dopiąłem się do przyjaznego jachtu.

Spał w namiocie na skarpach. – Komarów było tak dużo, że czasami spałem w zimowej czapce.

Po dopłynięciu do celu pływał po Bałtyku jeden dzień. – Dlatego planuję już następną wyprawę kajakową, teraz organizuję rejs po naszym morzu.

Uczestnicy spotkania oklaskami nagrodzili Jakuba Pociejewskiego za barwną opowieść i z bliska mogli obejrzeć kajak, który dumnie stał rozłożony w bibliotece.

tekst i foto: Ol.