Pabianiczanin  przez cztery miesiące studiował i mieszkał Pekinie. Musiał nauczyć się jeść pałeczkami potrawy chińskie.  O życiu codziennym studentów w Chinach, spacerze po Chińskim Murze, pracy w Ambasadzie Polskiej opowiada naszym czytelnikom Tomasz Fronczak, student 5 roku prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego, absolwent pabianickiego I LO.

Aleksander Duda: – Skąd ten wyjazd?

Tomasz Fronczak: – Osiemnastu studentów z Unii Europejskiej, w tym jedenastu z Polski wzięło udział w programie China Law Thought In English (CLTE), zorganizowane przez China University of Political Science and Law w Pekinie. Poznawaliśmy chińskie prawo wraz z 30 miejscowymi studentami. Za pewien czas studenci z Chin przyjadą do Europy.

Jak wyglądała nauka?

W semestrze mieliśmy 7 przedmiotów. Chiński profesor, ale po amerykańskich studiach,  prowadził zajęcia po angielsku. Zadawał dużo pytań, dlatego codziennie musieliśmy się przygotowywać do zajęć. Nauka zaczynała się o 13.00,  a kończyła o 20.00;  od poniedziałku do piątku.

Życie w akademiku?

Mieszkałem w akademiku międzynarodowym wraz z Rosjanami i Nigerczykami. Mieliśmy pokój 4 – osobowy z łazienką. Chińczycy w innych akademikach mieszkali w pokojach 8 – osobowych. Zaskoczenie dla nas to kontrola czystości pokoi jak na koloniach i wywieszanie wyników na tablicy. Nasz campus składał z 10 akademików, 5 stołówek, sal wykładowych i biura. Bardzo dobrze rozwinięta jest infrastruktura  sportowa. Były boiska do siatkówki, tenisa, koszykówki, badmintona . I co dziwne bardziej okupowane były do koszykówki niż stoły do ping – ponga. Wszyscy oglądali relacje z NBA.

Posiłki

Jedliśmy chińskie posiłki. Kluseczki, pierożki, makarony, ryż, ciasteczka z fasoli. Smaki ostre, dużo chilli, mało surówek, nie ma chleba, tylko placuszki. Musiałem nauczyć się jeść pałeczkami. Można było także skorzystać z łyżek.

Praktyki w ambasadzie

Po dwóch miesiącach odpadły mi dwa przedmioty, postanowiłem wykorzystać dwa wolne dni. Zgłosiłem się na praktyki  w ambasadzie polskiej w Pekinie. Opracowywałem tam tematy zlecane mi przez przełożonych.

Weekendy

Sami organizowaliśmy sobie czas wolny, dlatego weekendy przeznaczałem na zwiedzanie Pekinu i innych miast. W czwartek siedzieliśmy nad planem czy mapą i wybieraliśmy zabytki, aby zwiedzać je w weekend.

Chińczycy nie mają zwyczaju bawić się tak jak my. Gdy zorganizowali dla nas spotkanie z okazji święta jesieni, to siedzieliśmy przy ciasteczkach, bez muzyki i alkoholu tylko rozmawiając.

Co ciekawego w Pekinie jest do zwiedzania?

Zacząłbym od Pałacu Letniego. Jest to cały kompleks parkowo – pałacowy stanowiący miejsce letniego wypoczynku cesarzy. Wśród zieleni znajduje się wiele budowli pałacowych, a w centrum parku znajduje się przepiękny staw. Także polecam Zakazane Miasto. Trzeba dodać, że zdecydowana większość zabytków w Pekinie jest z 19. wieku.

Kilkadziesiąt kilometrów od akademika mieliśmy jeden z odcinków Wielkiego Muru. Bardzo spokojny, mało ludzi, zadbany o szerokości od 3 do 5 m. Przeszliśmy się kilka kilometrów.

Dalsze wyprawy

Szybkim pociągiem w 5 godzin wybraliśmy się do Xian, byłej stolicy kraju, oddalonego o 1200 km od Pekinu. Wagony szersze, fotele bardzo wygodne. Pierwsze wrażenie na miejscu, że powietrze jest czystsze. Stare miasto bardzo dobrze zachowane. Ogrodzone murem obronnym.  Miasto wielokulturowe, mieszkają tutaj muzułmanie, chrześcijanie i buddyści. My spacerowaliśmy po dzielnicy muzułmańskiej. Wąskie uliczki, pełne straganów i zapachów przypraw. Zamówiliśmy do jedzenia kawał wołowiny prosto z ognia i placek z nasionami. Spróbowaliśmy też słodyczy. Wieczorem obejrzeliśmy pokaz światła i wody na ogromnych fontannach. Obejrzeliśmy także słynną terakotową armię.  Wracając do Pekinu w połowie drogi wysiedliśmy, aby zobaczyć Groty Longmen czyli Jaskinie Dziesięciu Tysięcy Buddów. Faktycznie jest ich dużo więcej.

Szanghaj

Jest to największe chińskie miasto. Mamy tutaj wiele śladów europejskich. Zobaczyliśmy dzielnicę francuską, stare miasto chińskie oraz city biznesowe przy którym codziennie przepływają dziesiątki kontenerowców załadowanych po brzegi towarami. W grudniu wrażenie zrobił na nas też park pełen kwiatów i ilość zieleni w mieście.

Pamiątki

Przywiozłem widokówki, magnesy, obrazy na jedwabiu. Ale najbardziej cieszę się z koszulki piłkarskiej. Grałem bowiem w międzynarodowym składzie jako obrońca w uniwersyteckim turnieju. I oczywiście pałeczki do jedzenia, w wigilię uczyłem rodzinę  posługiwać się nimi.

Co dalej.

Skończyć studia. Na wyjeździe poznałem dużo ludzi ze świata i Chin. Doświadczyłem tego kraju, ekspertem nie zostałem, ale ogólne spojrzenie na ten ciekawy kraj już mam. Doświadczenie które nabyłem, może w przyszłości zaprocentuje w mojej pracy. Polska ma coraz więcej kontaktów gospodarczych z Chinami. Chcę jeszcze tam wrócić.

 

na spotkanie z Tomaszem zapraszamy już 20 stycznia w Klubie Podróżnika PTTK