Peru, Meksyk, Kuba – to kraje, o podróży do których marzy większość naszych rodaków. Panama i Kolumbia są zdecydowanie mniej popularne. Mamy też z nimi niewiele skojarzeń. Panama, to głównie Kanał Panamski i tradycyjny biały kapelusz. Kolumbia kojarzy się przede wszystkim z kartelami narkotykowymi. Ojczyzna barona narkotykowego, Pablo Escobara, uchodzi też za kraj bardzo niebezpieczny.  A to błąd, bo zarówno po Panamie, jak i Kolumbii można podróżować bezpiecznie, a obydwa kraje  mają turystom bardzo dużo do zaoferowania.

Naszą podróż rozpoczęłyśmy w stolicy Panamy, państwa położonego w Ameryce Środkowej. Terytorium Panamy stanowi wąski pas lądu, łączący Amerykę Północną z Południową. Kraj oblewają z jednej strony wody Oceany Spokojnego, a z drugiej Morza Karaibskiego. To sprawia, że pomimo panującego tu klimatu równikowego, towarzyszy nam przez cały czas lekki, przyjemnie chłodzący wiaterek.

Wysiadamy na lotnisku i uderza nas fala gorąca. Zgodnie z zamieszczonymi w Internecie wskazówkami podróżników, kierujemy się w stronę przystanku, by już za chwilę pędzić Czerwonym Diabłem (diablo rojo) w kierunku centrum Panamy. Czerwone autobusy wyglądają niesamowicie. Są to przerobione i wymalowane na kolorowo amerykańskie autobusy szkolne z lat sześćdziesiątych. Pędzą, jak szalone i nie przestrzegają żadnych zasad ruchu drogowego. Ze środka i na zewnątrz dudni megagłośna muzyka. Kolorowe diody migają jak na choince. Atmosfera udziela się i nam, śmiejemy się i podobnie, jak inni pasażerowie kiwamy w rytm muzyki. Entuzjazm nie trwa jednak długo. Po dziesięciu minutach zaczynają nas boleć głowy i uszy… niestety nasza podróż potrwa jeszcze prawie godzinę. Diablo rojo nie zatrzymuje się na przystankach, pasażerowie chcąc wsiąść kiwają ręką,a wysiadając krzyczą z końca autobusu. Nie lada zadaniem jest przedrzeć się przez gorące latynoskie dźwięki.

Słowo Panama oznacza w języku Indian obfitość. Przyjmuje się, że to właśnie tu znajduje się najwięcej na świecie odmian roślin. Człowiek nie ingerował na tych terenach, dlatego flora Panamy jest bardzo dobrze zachowana.

Panama jest krajem bezpiecznym i czystym. Ludzie są uśmiechnięci i pomocni. Temperatury różnią się nieznacznie pomiędzy sezonami (średnio 25-32°C). Nic więc dziwnego, że w wyniku przeprowadzonych przez dwa ośrodki sondażowe badań szczęśliwości mieszkańców,  Panama znalazła się na pierwszym miejscu na świecie.

Na terenie kraju mieszka około 5% jego rdzennych mieszkańców. Trzy główne grupy etniczne to indianie Kuna, Embera i Gnobe-Buglé. Można ich spotkać również w stolicy. Indianki Kuna są rozpoznawalne dzięki charakterystycznym  kolorowym strojom, czerwonym chustom, oplecionych drobnymi koralikami nogach i rękach. Miejsce w którym żyją, archipelag San Blas, uchodzi za jedno z najpiękniejszych miejsc na globie. Pełen wspaniałych plaż z białym piaskiem, jest też jednym z nielicznych już miejsc na świecie,  gdzie znajdują  się dziesiątki niezamieszkałych przez ludzi wysp. Indianie nadal żyją tu w bardzo tradycyjny sposób, poruszając się pomiędzy swoimi maleńkimi wysepkami na kolorowych kanoe. Kobiety zajmują się rękodziełem, a mężczyźni uprawiają kokosy, kukurydzę i łowią owoce morza. Taki styl życia nie przeszkadza im jednak na równoległe korzystanie z najnowszych zdobyczy techniki XXI wieku.

Warto też pojechać w góry i zobaczyć las mglisty z setkami kolibrów.

Dla odważnych zostaje  Darien Gap, osnuta mroczną sławą najgroźniejsza  dżungla tropikalna na świecie. Ten 90-kilometrowy bagnisty pas stanowi naturalną granicę pomiędzy Kolumbią i Panamą. To też jedyny fragment lądu, przez który nie przebiega słynna Panamericana. Pozostaje on nieznany nie tylko ze względu na trudne warunki geograficzno-klimatyczne, ale też na fakt, że ten dziewiczy rejon upodobali sobie handlarze narkotyków i partyzanckie bojówki FARC.

Najwięcej czasu spędziłyśmy w stolicy kraju. Panama Ciudad jest pięknym, pełnym kontrastów miastem. Podzielona jest na część nowoczesną, z wieloma liczącymi ponad 250 metrów drapaczami chmur, oraz historyczną (Casco Viejo) pełną pięknych, zabytkowych  budynków.  Pomiędzy nimi znajduje się port i targ rybny, gdzie można usiąść w jednym z licznych barów i zjeść świeżą rybę i owoce morza. W stolicy bardzo sprawnie działa linia Metrobus, łącząca miejskie i podmiejskie autobusy z jedyną w Ameryce Środkowej linią metra. Punktem obowiązkowym wycieczki jest oczywiście Kanał Panamski. My zwiedziłyśmy jedną z trzech śluz – Miraflores. Znajduje się tu również  muzeum,  w którym można  poznać historię budowy kanału.

Zwiedzając wybrzeże Casuaway, urocze miejsce u zbiegu dwóch oceanów, poznałyśmy mieszkającą tu od 26 lat Polkę, Jolę i jej męża Euriego.  Zabrali nas w podróż do pięknych miejsc: na plażę Vera Cruz, na punkt widokowy, z którego najlepiej widać łączący dwa oceany most Puentes de las Americanas, pod pomnik obywateli Chin pracujących przy budowie Kanału Panamskiego.

Po kilku dniach spędzonych w Panamie, wsiadłyśmy w samolot do Kolumbii. Kraju kawy, wysokich Andów i piaszczystych plaż, postkolonialnych miasteczek, szmaragdów i narkotyków. Ojczyzny Gabriela G. Marqueza, Shakiry, Fernando Botero i Simona Bolivara. Hm, no i oczywiście wspomnianego już wcześniej Pablo Escobara. Jego hasłem było plata o plomo (kasa albo kulka). W swoim rodzinnym mieście Medellin zdobył on  jednak wyjątkową hojnością przydomek kolumbijskiego Robin Hooda.

Kolumbia jest wciąż największym wytwórcą kokainy na świecie, a narkotyki są powszechne i łatwo dostępne. Priorytetowym zadaniem rządu jest walka z przestępczością. W miejscach turystycznych, zwłaszcza w stolicy kraju, Bogocie,  jest mnóstwo policji, a widok przeszukiwanych młodych ludzi nie należy rzadkości. Wizja kolumbijskiego więzienia budzi taką traumę, że jedynie dwa razy ktoś na ulicy nieśmiało zaoferował mi kokainę.

Bogota leży wysoko w Andach (2600 m n.p.m) i jest jedną z najwyżej położonych stolic świata. Przybycie tu, to jak zdobycie polskich Rysów.  Jest tu mniej tlenu w powietrzu i wielu turystów odczuwa dyskomfort związany z chorobą wysokościową: zmęczenie, ból głowy, brak apetytu, bezsenność. Oczywiście miasto jest położone blisko równika, więc temperatura w dzień wynosi ponad 20°, jednak w nocy spada nawet poniżej 6° C. Lodowata woda w kranie i brak ogrzewania dają w kość. Pomimo wełnianych koców, obydwie w nocy wciągałyśmy na siebie spodnie i polary. W sumie spędziłyśmy w Bogocie trzy dni, zwiedzając dzielnicę artystyczną (Candelaria) i Stare Miasto z wspaniałym placem Bolivara i znajdującymi się na nim kościołami Św. Franciszka i Św. Clary. Wjechałyśmy też kolejką linową na wzgórze  Monserrate, aby z wysokości 3152 metrów oglądać miasto. Pomimo olbrzymich chęci, nie udało nam się dotrzeć do największego w świecie muzeum złota (Museo del Oro), ale na szczęście zwiedziłyśmy Muzeum Fernando Botero, kolumbijskiego artysty, który lubował się w malowaniu krągłych kobiet. Oprócz jego dzieł w muzeum podziwiać można obrazy Pisarro, Mirò, Chagala, Dali, Climta, Picasso, Renoira i wielu innych. To prawdziwa uczta dla oczu i duszy !

Kolumbia ma powierzchnię niemal czterokrotnie większą od Polski, więc zwiedzanie jej wymaga dobrej organizacji. Ponieważ samoloty kosztują często mniej niż autobusy, skorzystałyśmy z usług lokalnego przewoźnika i liniami VIVA COLOMBIA wykonałyśmy sześć lotów wewnętrznych. Przetransportowałyśmy się do Pereiry, aby dotrzeć stąd do Salento, uroczego kolonialnego miasteczka, które jest bazą wypadową do doliny Villa de Cocora, parku narodowego słynącego z najwyższych na świecie palm woskowych. Rosnące tu drzewa sięgają 60 metrów. Zdecydowałyśmy się na całodniowy trekking (w sumie ponad 14 kilometrów), wspinając się na wysokość 2860 metrów. Po drodze mogłyśmy podziwiać kolibry.

Samolotem dotarłyśmy też do Cartageny. To założone w XVI wieku przez hiszpańskiego konkwistadora Pedro de Hereida miasto, miało burzliwą historię. Wiele razy atakowane i podbijane przez siły francuskie, angielskie i amerykańskie, rozkwit zawdzięczało handlowi złotem, srebrem i niewolnikami. Otoczona potężnymi murami starówka jest dobrze zachowana i wielu znawców uważa kompleks za najpiękniejszy zabytek kolonialnej architektury w całej Ameryce Południowej. Nie bez powodu miasto jest na liście Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Największą przygodą była jednak wyprawa do dżungli amazońskiej. Bazą startową naszej wyprawy była Leticia, najbardziej na południe wysunięte miasteczko, które jest częścią Tres Fronteras, miejsca, gdzie spotykają się, granice trzech państw: Kolumbii, Peru i Brazylii. Stąd ruszyłyśmy w trzydniową  podróż łodzią w górę Amazonki. Po drodze odwiedzaliśmy lokalne indiańskie społeczności. Jedną z atrakcji było też łowienie piranii, które następnie zjadłyśmy  na kolację. Była to, pomimo spartańskich warunków, moskitów, wielkich pająków, duchoty, upału i deszczu na przemian, wspaniała przygoda. Pod opieką miejscowego Indianina i doświadczonego przewodnika ruszyłyśmy na wycieczkę po dżungli. Wyprawa trwała cztery godziny i obejmowała  2-godzinny treking nocą. Było to ekstremalne przeżycie na granicy sił i bezpieczeństwa. Ubrania przepocone do ostatniej nitki (włącznie z bielizną) i cięższe o kilka kilogramów, zaliczonych kilka poślizgnięć w błocie po kostki (skarpetki w kaloszach mokre), przechodzenie po mokrych konarach poprzerzucanych nad kilkumetrowymi dziurami, gniazda tarantuli i innego paskudztwa pod nogami. Łzy po policzkach i bezsilność …  Niesamowite przeżycie, z którego jestem dumna, ale którego nie odważyłabym się powtórzyć. Po powrocie do Leticii pracująca w hostelu Indianka zaserwowała nam na śniadanie tłuste białe larwy, które raz po raz podjadała z wyrazem ekstazy na twarzy i mówiąc poklepując się po brzuchu: rico, rico!

Kolumbia to kraj egzotycznych owoców: guayana, chontaduro, borojo (większość z nich próbowałyśmy po raz pierwszy w życiu), oraz taniego, smacznego i ogólnodostępnego jedzenia. Na każdym kroku kupić tu można kukurydziane placki (arepas), platany, czy tradycyjne pierożki (empanadas). Niemal rytuałem jest picie tinto, mocnej  i przesłodzonej kawy serwowanej prosto z termosu do małego plastikowego kubeczka,.

Kolumbijczycy to ludzie bardzo otwarci, ciepli i chętni do pomocy. Dzięki wysiłkom rządu na rzecz bezpieczeństwa i stabilizacji, sytuacja w kraju w ostatnich latach bardzo się poprawiła. Na szlakach komunikacyjnych wciąż jeszcze zdarzają się porwania, częstym procederem jest też podszywanie się pod funkcjonariuszy policji, czy służb antynarkotykowych.

Sylwia Stankiewicz

 

Spotkanie z Sylwią Stankiewicz odbyło się w ramach cyklu Klub Podróżnika PTTK w marcu 2017r.